O CENTRUM GDAŃSKA BEZ RETUSZU PDF Drukuj Email
PUBLICYSTYKA

W piątek, 12 stycznia 2016 na portalu Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku ukazała się informacja o wynikach naboru na stanowisko Głównego Specjalisty ds. Śródmieścia. Zmagania o ten trudny (vide: szybkie rezygnacje dwóch poprzedników) etat wygrała Pani Karina Rembiewska. Nie znam osoby lecz zakładam, że wybrano najlepszą. A skoro tak, śpieszę z pomocą praktyka, który o Głównym i Starym Mieście wie cokolwiek więcej niż przeciętny gdańszczanin.

Ja również przymierzałem się do tej funkcji. Ba, stosowną dokumentację złożyłem z nieskromnym przekonaniem ostatecznej wygranej. Oprócz doświadczeń wynikających z pracy inspektora Działu Oczyszczania ZDiZ odpowiedzialnego właśnie za Główne i Stare Miasto, na owo przekonanie składał się przede wszystkim niegdysiejszy, znaczący udział w realizacji budowy zespołu ponad czterdziestu kamienic na Wyspie Spichrzów, w kwartale ulic Stągiewna, Motławska, Spichrzowa i Chmielna.

Okazało się jednak, że wśród konkurentów byli co najmniej tak samo dobrzy, bowiem o ostatecznym rozstrzygnięciu miały zadecydować rozmowy kwalifikacyjne kilku osób z wiceprezydentem miasta. W tym momencie postanowiłem ustąpić miejsca tym, którzy o etat w ZDiZ dopiero zabiegali. Ja akurat nie muszę, a ponadto wiem, jak wiele mam jeszcze do zrobienia na obecnym stanowisku.

Zwłaszcza, że liczy się tylko Gdańsk. Dla jego dobra udostępniam nowo powołanej Głównej Specjalistce ds. Śródmieścia swoją, w pełni autorską, koncepcję zarządzania i rozwoju jego przestrzeni. Bez jakichkolwiek warunków bądź ograniczeń. Koncepcję tę złożyłem jako jeden z dokumentów aplikacyjnych. Poniżej publikuję ją w całości.

H. Jez.  

PRZYWRÓCIĆ BLASK KORONIE

 

Tytuł opracowania nawiązuje do aktu inkorporacyjnego z 6 marca 1454 roku, na mocy którego król Kazimierz Jagiellończyk przyłączył ponownie Gdańsk do Polski, dając miastu nie tylko prawo umieszczenia złotej korony nad dwoma krzyżami w dotychczasowym herbie ale – przede wszystkim – szereg przywilejów administracyjnych i ekonomicznych, w tym gwarancję monopolu w pośrednictwie handlowym między szlachtą polską, a kupcami zagranicznymi. To zapoczątkowało niebywały rozkwit grodu nad Motławą, trwający ponad trzy wieki (do 1793 roku, gdy Gdańsk został wcielony do Prus) i nie mający precedensu w całej, ponad tysiącletniej historii miasta. Dość powiedzieć, że już w XVI wieku Gdańsk stał się największym portem na Bałtyku, przejmując pierwszeństwo po Lubece. Nad Motławę  zawijało każdego roku ponad 2 tysiące statków, zabierających z setek spichlerzy ok. 300 tys. ton zboża z przeznaczeniem na wyżywienie praktycznie całej Europy północnej. W XVII wieku Gdańsk był największym, najludniejszym i najbogatszym miastem Rzeczypospolitej. Ba, jego przewaga nad Krakowem, ówczesną stolicą potężnego państwa polskiego była wprost miażdżąca: prawie trzykrotnie większa powierzchnia (590 ha wobec 200 ha), blisko czterokrotnie więcej mieszkańców (77 tys. wobec 20 tys.), a na dodatek ponad 30 razy (!) wyższy budżet.

Odzyskanie przez Gdańsk podobnej pozycji w odniesieniu choćby do miast obecnej Rzeczypospolitej Polskiej to czyste mrzonki. Ale mamy wyjątkową, niepowtarzalną szansę utrzymania w świadomości Polaków i gości zagranicznych realnego wizerunku grodu nad Motławą z okresu jego największej świetności. To bezsporna zasługa tych spośród  urbanistów i architektów, którzy zaraz po zakończeniu II wojny światowej przekonali ówczesne władze, że na jednym wielkim gruzowisku po Głównym Mieście nie może powstać nic innego jak… Główne Miasto, w dodatku -  nawiązujące do swojego złotego okresu, przypadającego na  lata 1454-1793. Z maksymalnie wierną rekonstrukcją Drogi Królewskiej, na której musiała znaleźć się Złota Brama, Ratusz Głównomiejski, Dwór Artusa, Brama Zielona i Studnia Neptuna. Z potężnym Kościołem Mariackim i barokową Kaplicą Królewską. Z Żurawiem, Wielką Zbrojownią i dziesiątkami innych obiektów składających się na ówczesną, renesansową „Wenecję Północy”, jak określano Gdańsk.

My mamy obowiązek nie tylko utrzymania tego dziedzictwa ale także jego dalszej rekonstrukcji i przywrócenia należnego, "koronnego" blasku.

ZAŁOŻENIA

Zadania postawione w informacji o naborze przed potencjalnym Głównym Specjalistą ds. Śródmieścia oraz doświadczenia z pracy dotychczasowych menedżerów Śródmieścia każą domniemywać, że Zarząd Dróg i Zieleni w Gdańsku liczy na osobę potrafiącą w sposób maksymalnie efektywny wykorzystać aktualny - więcej niż skromny - budżet na utrzymanie infrastruktury tej części miasta oraz – jeszcze bardziej skromne – kompetencje wynikające z nowego stanowiska. To jest prawo każdego potencjalnego pracodawcy, toteż nie polemizuję z postawionymi wymaganiami. Zwracam jedynie uwagę, że w takim właśnie duchu – rzeczowej analizy i deklarowania celów możliwych do zrealizowania „tu i teraz” – przedstawiam swoją wizję zarządzania Śródmieściem oraz kierunków jego rozwoju. Podkreślam również swoje skoncentrowanie się na Głównym i Starym Mieście, jako niekwestionowanych wizytówkach całego Gdańska, w naturalny sposób tworzących przykłady sprawdzonych rozwiązań do wykorzystania w pozostałych dzielnicach.

PORZĄDEK I CZYSTOŚĆ: CZARODZIEJSKA MOC… PŁOTU

Moje półroczne doświadczenia w charakterze inspektora Działu Oczyszczania ZDiZ odpowiedzialnego za Główne i Stare Miasto dają podstawy do stwierdzenia, że miejskie ulice, ciągi piesze i parkingi można utrzymać w należytym porządku i czystości z wykorzystaniem obecnego budżetu. Jeśli mógłbym go powiększyć, to nieznacznie – o dodatkowe środki w celu  wydłużenia dotychczasowego okresu patrolowania przez ekipy sprzątające newralgiczne  obszary Głównego i Starego Miasta z pięciu miesięcy (maj – wrzesień) na cały rok. Gdańsk na pewno nie należy do miejscowości, które wymierają turystycznie po tzw. sezonie.

 

Kluczowym problemem do rozwiązania w kwestii porządku i czystości pozostaje jednak  opłakany stan tego, co za fasadami pięknych kamienic, czyli podwórek i przydomowych parkingów. Formalnie mają swoich gospodarzy – głównie BOM i wspólnoty mieszkaniowe – lecz ich zaangażowanie w dbałość o otoczenie ogranicza się najczęściej do wskazywania na innych, miasta nie wyłączając. Za najbardziej racjonalne wyjście z tej sytuacji uważam wyrażenie zgody na przekazanie podwórek we władanie poszczególnych wspólnot z prawem do ich – estetycznego i niewysokiego – ogrodzenia lecz z jednoczesnym obowiązkiem zagospodarowania „swojego” terenu np. pod zieleń, place zabaw czy miejsce plenerowego odpoczynku. Wówczas egzekwowanie porządku i czystości będzie zdecydowanie łatwiejsze.

Ze względów estetycznych i funkcjonalnych uporządkowania wymaga również zbyt różnorodny asortyment koszy na śmieci. Tylko w obrębie Głównego Miasta występują one aż w sześciu (!) typach. Jeśli nie znajdą się pieniądze na rozwiązanie tej kwestii od podstaw, proponuję poprzestanie na dwóch rodzajach. Metalowe, o kutej konstrukcji – aktualnie występujące na Długiej i Długim Targu – powinny trafić także na pozostałe ulice tworzące najpopularniejsze ciągi piesze (m.in. Mariacka i Długie Pobrzeże), natomiast mniej „zabytkowe” lecz trwałe i łatwe w utrzymaniu dzięki ocynkowanym wkładom – takie jakie stoją wokół północnego cypla Wyspy Spichrzów – spełniłyby dobrze swoją rolę na pozostałych ulicach Głównego Miasta.

ŁAD PRZESTRZENNY: BY SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM

Określenie „ład przestrzenny” nie powinno pozostawiać jakichkolwiek wątpliwości co do jego praktycznego wymiaru. Jest czymś oczywistym, że w obrębie dwóch historycznych dzielnic ładem przestrzennym będzie bezwzględne poszanowanie dla ich architektonicznej spuścizny z najlepszego okresu istnienia. Obiekty już istniejące powinny być poddawane wyłącznie renowacji wiernie odtwarzającej ich pierwotną formę, natomiast wobec obiektów stawianych od podstaw należy oczekiwać spełnienia przynajmniej dwóch warunków; zachowania historycznej wysokości i linii zabudowy w osiach dawnych ulic oraz wykonania fasad maksymalnie wiernie nawiązujących do oryginałów.

Wymownym przykładem pokazującym, jak powinien być realizowany ład przestrzenny w obrębie śródmieścia Gdańska oraz jak bardzo można odstąpić od jego wykładni jest ulica Stągiewna. Na jej południowej – już zrealizowanej – stronie mamy ciąg dwudziestu kamieniczek z pieczołowicie odtworzonymi fasadami o historycznej, czyli zgodnej z tym, co było, wysokości oraz zachowanej tak samo wiernie linii zabudowy. Natomiast po stronie północnej tej samej ulicy stoi – na razie w pojedynkę – potężna, w połowie przeszklona „szafa” wywyższająca się ponad otoczenie i pasująca do niego niczym pięść do nosa. Tego rodzaju eksperymenty powinno się likwidować w zarodku, czyli w fazie koncepcji architektonicznej.

 
Tak południową stronę ul. Stągiewnej zrekonstruowali gdańszczanie…

 
… a tak „rekonstrukcję” północnej strony tej samej ulicy widzi inwestor zagraniczny

Głównym atutem Głównego i Starego Miasta jest odtworzenie jego historycznej zabudowy. To wartość sama w sobie, wymagająca szczególnej ochrony, pielęgnowania oraz dalszego wzbogacania. W tym wypadku artystyczno-futurystyczne wizje architektów powinny ustąpić poszanowaniu dla tego, co zrobili poprzednicy. Tym bardziej, że efekty ich pracy znakomicie wytrzymały próbę czasu i trafiają do przekonania – z zachwytem włącznie – ludzi współczesnych. W Gdańsku jest wystarczająco dużo miejsca na realizację autorskich wizji, aby obyć się bez nich przynajmniej w śródmieściu miasta. Co ważne, dostęp do materiałów, ukazujących jak niegdyś wyglądał konkretny fragment grodu nad Motławą mają nie tylko zainteresowani fachowcy ale także potencjalni inwestorzy. To powinno ułatwić podjęcie ewentualnej decyzji o rozpoczęciu zabudowy wybranego miejsca i zapewnić uniknięcie późniejszych konfliktów z władzami miasta, konserwatorami czy archeologami. 

Jest jasnym, zwłaszcza przy ograniczonych możliwościach miejskiej kasy, że w najbliższych latach głównymi podmiotami realnie tworzącymi ład przestrzenny śródmieścia Gdańska będą prywatni przedsiębiorcy – od najemców lokali handlowych i gastronomicznych po deweloperów zabudowujących całe kwartały. Stąd płynie główny strumień pieniędzy przekształcających oblicze miasta. Powinnością wszystkich jego instytucji pozostaje zatem pilnowanie, aby było to oblicze nie tylko piękniejsze ale także zharmonizowane z tym, co już powstało i co znajduje uznanie w oczach zarówno mieszkańców, jak i setek tysięcy gości.

 

W formule zachowania ładu przestrzennego mieści się również problem reklam, często wręcz przytłaczających i przysłaniających zabytki. Poza oczywistym wymogiem bezwzględnego usuwania reklam nielegalnych, do niezwłocznego rozstrzygnięcia pozostaje kwestia reklam wielkoformatowych, także tych legalnych. Moim zdaniem na terenie Głównego i Starego Miasta powinny zostać jeśli nie wyeliminowane całkowicie to przynajmniej ograniczone powierzchniowo (np. maksymalnie do 10 m.kw.) i montowane w sposób wykluczający dekompozycję najbliższego, zabytkowego otoczenia.

TURYSTYKA: NIEZBĘDNA ZMIANA AKCENTÓW

Już w 2014 roku odwiedzający Gdańsk turyści rosyjscy (głównie z Obwodu Kaliningradzkiego) pod względem liczebności dorównali niemieckim, dotychczas zdecydowanie liderującym w statystykach przyjazdów. Prognozy za rok ubiegły - jeszcze nie podsumowany -  wskazują na wyraźną przewagę Rosjan. Rzecz jednak nie tylko w ich liczbie ale także w pieniądzach, jakie zostawiają. Nawet bez uwzględniania zakupów w hipermarketach i galeriach, goście z północnego wschodu okazują się najhojniejszymi klientami funkcjonującej w śródmieściu branży turystycznej, zwłaszcza hoteli i lokali gastronomicznych.

 
Na tablicach obok napisów angielskich i niemieckich jest jeszcze wystarczająco dużo miejsca na rosyjskie

Ten fakt powinien znaleźć odzwierciedlenie nie tylko w przewodnikach ale także w oznakowaniu informacyjnym Głównego i Starego Miasta. Na tablicach kierunkowych pod napisami w języku polskim pozostaje wystarczająco dużo miejsca, aby obok treści angielskich i niemieckich zmieścić jeszcze rosyjskie. Efekt promocyjny (dla miasta i jego zabytków) oraz marketingowy (dla restauracji, kin, muzeów, galerii itd.) – murowany! Nie lekceważyłbym również utrwalenia w świadomości Rosjan pozytywnego przekonania, że w Gdańsku są mile widzianymi gośćmi zarówno przez zainteresowaną dodatkowymi wpływami branżę turystyczną, jak i władze miasta. Przy okazji – wiele z już istniejących nośników informacji wymaga korekty językowej. Jeden z przykładów przedstawiam na poniższym zdjęciu.
 
 
Jeśli dla nas „Główne”, to dla gości anglojęzycznych nie „Old” lecz „Main”. Zwłaszcza, że „Stare” też istnieje.
 
„MARGINES”: OD PERSWAZJI PO NĘKANIE

Niestety, natrętni żebracy o wzbudzającym litość lub zakłopotanie wyglądzie (głównie imigranci z Rumunii) oraz osoby bezdomne penetrujące śmietniki i często też proszące o pieniądze „na chleb” wpisały się w codzienny pejzaż śródmieścia zbyt mocno, by nie zauważyć tego problemu. Wzmacniają go dodatkowo dzikie „noclegownie” (jedną z nich odkryłem we wnętrzu… pomnika ku czci Obrońców Poczty Polskiej) przysparzające otoczeniu wielu nieprzyjemnych wrażeń, z dokuczliwym fetorem włącznie.

Częste incydenty z tzw. nurkami grzebiącymi w miejskich koszach i rozrzucającymi wokół śmieci udało mi się rozwiązać polubownie dzięki bezpośrednim rozmowom i uzgodnieniu, że mogą grzebać nadal lecz pod warunkiem przywrócenia poprzedniego stanu. Jak dotąd, nie odnotowałem żadnego przypadku złamania tej zasady. To jednak tylko drobny element całego zjawiska. Moim zdaniem niezbędne w tym wypadku są działania skoordynowane ze Strażą Miejską, Policją, organizacjami charytatywnymi oraz służbami socjalnymi. Jeśli perswazja nie przyniesie skutku, powinno się sięgnąć po środki bardziej radykalne.

REALIZACJA: DECYDUJĄCY „CZYNNIK LUDZKI”

Jak bardzo decydujący przekonują wspomniane na wstępie doświadczenia z pracy dotychczasowych menedżerów Śródmieścia. Mimo, że zatrudniono ich od razu w podwojonej obsadzie i uzbrojono w status pełnomocników prezydenta miasta, nie dokonali zbyt wiele. Jeden zakończył swoją działalność już po kilku dniach, drugi poszedł w ślady kolegi osiem miesięcy później, z efektami których – mimo dobrej woli - nie byłem w stanie zauważyć.

Teraz ich rolę ma wypełnić jedna osoba, w dodatku umocowana w strukturze jednostki pomocniczej miasta. Sytuacja, patrząc realnie, beznadziejna. Sęk w tym, że lubię podejmować takie wyzwania i – co ważne – dotychczas wychodziłem z nich zwycięsko.

Za najważniejsze, a przy tym integralnie związane ze śródmieściem Gdańska uważam powołanie do życia w 1987 roku (byłem wówczas przewodniczącym Rady Pracowniczej Gdańskiego Wydawnictwa Prasowego) Międzyzakładowej Własnościowej Spółdzielni Mieszkaniowej „STĄGIEWNA”, która za swój statutowy cel obrała wybudowanie zespołu ok. 40  kamienic na Wyspie Spichrzów. Ten cel zrealizowany został wprawdzie dopiero dwanaście lat później ale z pełnym - łatwym do sprawdzenia po przekroczeniu Bramy Zielonej - sukcesem. Podczas realizacji tej inwestycji pełniłem wprawdzie prestiżowe funkcje wiceprezesa zarządu ds. członkowskich i przewodniczącego rady nadzorczej lecz znacznie wyżej cenię sobie konkretne dokonania, na wagę ostatecznego powodzenia całego przedsięwzięcia. Po pierwsze – doprowadziłem do uzyskania przez spółdzielnię decyzji lokalizacyjnej i pozwolenia na budowę. Po drugie – udało mi się przekonać kilkudziesięciu znanych mi osobiście gdańskich przedsiębiorców do zaryzykowania własnych pieniędzy i podjęcia wspólnej realizacji całego kompleksu. Było wprawdzie ciężko, wielu rezygnowało lecz efekt końcowy trudno przecenić. Nie dość, że wzbogaciliśmy Gdańsk o najstaranniej zrekonstruowany w ostatnich kilkudziesięciu latach kwartał (z zachowaniem historycznej linii zabudowy, wysokości i wyglądu elewacji), to jeszcze – dzięki konsekwentnemu unikaniu kredytów – metr kwadratowy stanu surowego zamkniętego kosztował członków spółdzielni dwukrotnie mniej niż płacono wówczas za taką samą powierzchnię standardowej „mieszkaniówki” na peryferiach miasta. Osobiste, społeczne i czasochłonne zaangażowanie w tę inwestycję kosztowało mnie wprawdzie konieczność rezygnacji z marzenia o własnej kamieniczce lecz nabyte doświadczenie i umiejętność mobilizowania ludzi w dążeniu do założonego celu to też cenny kapitał.

W podobnych – kapitałowych - kategoriach odbieram 44 lata pracy zawodowej w Gdańsku i dla Gdańska, harmonijne łączenie działalności inżynierskiej, dziennikarskiej i menedżerskiej oraz 8-letnią pracę w Zarządzie Dróg i Zieleni, najpierw jako dyżurny inżynier miasta, a od połowy ubiegłego roku jako inspektor odpowiedzialny za oczyszczanie Głównego i Starego Miasta, akurat będącego tematem rekrutacji. I jeszcze jedno – w przeciwieństwie do byłych menedżerów nie czuję żadnego dyskomfortu z powodu przemierzania gdańskich uliczek na rowerze lub pieszo i z „oznakowaniem” w postaci kasku oraz pomarańczowej kamizelki. To tylko kwestia stawianych sobie celów i skuteczności w ich osiąganiu. 

Henryk Jezierski
(10.01.2016)

 
COPYRIGHT 2008. MOTO.GDA.PL ALL RIGHTS RESERVED