RozKODowanie PDF Drukuj Email
PUBLICYSTYKA

 



Przekłamaniem byłoby stwierdzenie, że o tzw. Komitecie Obrony Demokracji jest ostatnimi czasy głośno. To nie głośność bowiem lecz niepohamowane WYCIE, wzmacniane prymitywnie wprawdzie lecz bardzo skutecznie przez polskojęzyczne (nie mylić z polskimi) media w rodzaju „Gazety Wyborczej”, TVN czy Radio ZET. To są, oczywiście, liderzy ogólnopolscy. Na rynku wybrzeżowym brylują bowiem lokalne filie publicznej(?!) telewizji i radia (konkretnie TVP Gdańsk i Radio Gdańsk) oraz niemiecka gadzinówka pt. „Polska Dziennik Bałtycki”, określana przez samych właścicieli mianem „Ostzee Zeitung”, co niezbyt sprytnie kryje jej faktyczne sympatie, hitlerowskich nie wyłączając.

 


Trzymając się dewizy „Nie chcem, ale muszem”, wyrażonej przez czołowego kabotyna III RP o personaliach Lech Wałęsa postanowiłem  sprawdzić, co naprawdę kryje ksywa „KOD”. Poniżej  moje, przyznaję szczerze, niezbyt pracochłonne ustalenia. Otóż na Wybrzeżu gdańskim przedsięwzięciem tym kieruje – przynajmniej formalnie - niejaki Radomir Szumełda (na zdjęciu powyżej) – sodomita o specjalności pederastia. Co ciekawe, ze swoich dewiacyjnych skłonności ujawnił się samorzutnie na tzw. portalu społecznościowym. Potem szczerze tego żałował, tłumacząc swoją  dekonspirację chwilowym otępieniem alkoholowym ale… było już za późno. Wprawdzie ww. media i dziesiątki im podobnych zbywają dyskretnym milczeniem tę przypadłość pomorskiego przywódcy KOD, lecz ja nie pójdę tym śladem. Homoseksualista, pederasta czy – jak kto woli - pedał to nie jest bowiem tylko kwestia zdefiniowania jednej z wielu dewiacji seksualnych lecz poważne, potwierdzone faktami, zagrożenie dla dzieci – nieprzypadkowo pedofilią określane. Ok. 80 proc. homoseksualistów to albo potencjalni albo już aktywni pedofile. O tym fakcie dowiadujemy się z jedynie słusznych mediów tylko wówczas, gdy pedałem i pedofilem w jednej osobie jest… ksiądz katolicki.
 
Mimo wszystko, po chrześcijańsku zakładam, że Szumełda to pedał wyjątkowy, dla dzieci niegroźny. Ale – i tu jest problem stricte polityczny – pozostaje w jednoznacznym uzależnieniu zarówno od podobnych jemu dewiantów, jak i faktycznych inspiratorów całego ruchu pt. KOD. Zwłaszcza, że jego szef ogólnopolski, niejaki  Mateusz Kijowski też trąci dewiacją, zauważalną nawet na odległość dzielącą Gdańsk od Warszawy. Nie dość, że podwójnie kolczykowany (niczym eksportowa trzoda chlewna) to jeszcze dumny z przedsięwzięć w rodzaju walki przeciw gwałceniu kobiet poprzez… ubieranie się i paradowanie w spódniczce mini. Czyżby liczył, że jakiś nawalony „macho” pomyli się aż tak bardzo?

 

Telewizja TVN (według złośliwców skrót od TEL AVIV NEWS) do "spontanicznych" manifestacji  w kilkunastu miastach Polski przygotowała się wyjątkowo starannie. Efekty pokazano o 19.00 jako pierwszoplanową wiadomość dnia
 
 





 



 Przywiązanie do eurokołchozu i unijnych emblematów okazało się silniejsze od założeń KOD-owskiej ustawki, pomyślanej jako zgromadzenie polskich patriotów zatroskanych o losy demokracji 

 
Przez grzeczność nie zaprzeczamy...  

 
 
Lokalny Szumełda i ogólnopolski Kijowski to jednak narzędzia podrzędne. Nieco wyżej – choć też jako narzędzie - stoi nad nimi propagandysta w postaci niejakiego Piotra Pacewicza, uzbrojonego w organ Michnika vel Szechtera oraz licznych popłuczyn medialnych tej gazety. To on wymyśla KOD-owskim mongołom kolejne hasła do propagowania podczas „spontanicznych”, starannie planowanych i zapowiadanych (miejsca, terminy) demonstracji. Trzeba przyznać, powielają je wiernie, co widać na zdjęciach. Ku uciesze prawdziwych reżyserów tego - tyleż prymitywnego, co działającego na wyobraźnię przygłupów – spektaklu. Zaręczam, że wśród tychże reżyserów nie ma np. Petru, Schetyny, Kosiniaka-Kamysza czy Nowackiej. Są zbyt tępi do takiej roli, a przede wszystkim – nie mają takiej kasy. Mam nadzieję, że prawdziwych inspiratorów KOD-owanej akcji wskażą odpowiednie, dobrze opłacane i liczne służby specjalne Rzeczypospolitej Polskiej, aktualnie określanej numerem IV. To ich psi obowiązek, do wykonania choćby kosztem spowolnienia prac nad „zamachem smoleńskim”. Dla ułatwienia podaję ślad w postaci Żyda G. Sorosa, sowicie – mówi się o kwocie 150 mln zł – finansującego „spontaniczne” akcje KOD i jemu podobnych inicjatyw.
 
Tekst i zdjęcia:
Roman Piłat
(19.12.2015)
 

P.S. 1
Mój znajomy (nie mylić z przyjacielem lub osobą o takich samych poglądach) pochwalił się, że podczas poprzedniej manifestacji KOD w Gdańsku (niedziela, 13 grudnia 2015) honorowo nie przyjął 20-złotowego banknotu, który grzecznie zaproponował mu... jeden z organizatorów. Rzeczywiście trafił źle, bo na biznesmena, który m.in. dzięki układom z PO każdego dnia zarabia (ściślej – zarabiał dotychczas) kwoty nawet sto razy większe. 

P.S. 2
Byłem na Długim Targu i zaręczam, że powyższe zdjęcia oddają ledwie część odczuwanych wrażeń, zwłaszcza w odbiorze poziomu materialnego aktywnych uczestników demonstracji KOD. Te stroje, te samochody zaparkowane na bocznych uliczkach Głównego Miasta, te perfumy, ta woń markowego alkoholu… To na pewno nie byli klienci „Biedronki” czy podopieczni ośrodków pomocy społecznej. Stawiałbym zdecydowanie na – stosując orwellowską terminologię – zwierzęta równiejsze, czyli świnie. Może dlatego odrywanie wypasionych ryjów od koryta okazuje się tak bolesne i tak motywujące do małpiego podskakiwania pod dyktando ulicznych dyrygentów.

P.S. 3
Wśród polityków uczestniczących w dotychczasowych ustawkach KOD na Wybrzeżu odnotowaliśmy obecność m.in.: Henryki Krzywonos-Strycharskiej (PO), Tadeusza Aziewicza (PO), Pawła Adamowicza (PO), Bogdana Borusewicza (PO), Ewy Lieder (Nowoczesna), Piotra Baucia (d. Ruch Palikota) oraz Olgi Krzyżanowskiej (d. UW). Jakieś pytania?  

R. P.

 

UZUPEŁNIENIA:

NA GOEBBELSOWSKĄ NUTĘ...

 

To urodziwe stworzenie (płci nie określamy, aby nie podpaść dewiantom w rodzaju Anny Grodzkiej) nazywa się prawdopodobnie Karolina Misztal. Podczas sobotniej demonstracji obnosiło się z winietą polskojęzycznego "Dziennika Bałtyckiego" i robiło zdjęcia seriami. Drukiem ukazały się tylko dwa. Być może z powodu kiepskiej jakości pozostałych. Dlaczego jednak K. Misztal zgodziła się na podpis pod swoim zdjęciem informujący o liczbie od 7 do 8 tys. demonstrantów, podanej przez samego organizatora imprezy i co najmniej dwukrotnie zawyżonej? Zabrakło odwagi na własne wyliczenia czy zadecydowała solidna niemiecka tresura?

 

 
COPYRIGHT 2008. MOTO.GDA.PL ALL RIGHTS RESERVED